Młodzi, gniewni, innowacyjni
Drogi Czytelniku!
Jeśli wizja rynku wyszukiwarek internetowych jako teatru jednego aktora stała się dla Ciebie czymś oczywistym, warto, abyś poświęcił kilka chwil lekturze naszego dzisiejszego biuletynu. Okazuje się bowiem, że wciąż jeszcze żyją wśród nas odważni i utalentowani „szaleńcy”, którzy wierzą, że mogą zmieniać świat. Wierzą w internet, w zwycięstwo innowacji nad bezlitosnymi prawami rynku i w końcu – wierzą w to, że poza wielkim Googlem i grającym trzecie skrzypce Bingiem, na rynku wyszukiwarek jest jeszcze miejsce dla trzeciego gracza. „Młodzi gniewni” – naiwni marzyciele czy wielcy wizjonerzy? Zdania są podzielone, a prawda, jak zwykle, leży pośrodku. Jednego możemy być jednak pewni – jest ich coraz więcej. Dziś opowiemy o jednej z rodzących się właśnie wyszukiwarek, która, choć nie została jeszcze w pełni udostępniona, już wywołała spore zamieszanie.
Od czasu, kiedy wszyscy byliśmy bardzo młodzi, nie mieliśmy bladego pojęcia o internecie, a dwóch błyskotliwych studentów z Uniwersytetu Stanforda skatalogowało go dla nas… minęło sporo czasu. Dziś nasze potrzeby i zwyczaje związane z przeszukiwaniem sieci są nieco bardziej wyrafinowane. Nie tylko poszukujemy unikalnych informacji na coraz bardziej wymyślne sposoby, ale także z coraz większą świadomością odróżniamy World Wide Web od World Wide Noise. Katalogowanie cyfrowej informacji powoli przestaje być idealnym zajęciem dla bezdusznych algorytmów, stając się areną, na której nieuchronnie zatriumfuje inteligencja – sztuczna lub zbiorowa.
Już od wielu lat obserwujemy zmagania śmiałków, którzy próbują zaistnieć na rynku wyszukiwarek internetowych. Nowe start-upy powstają w oparciu o dwie filozofie. W dużym uproszczeniu: pierwsza zakłada możliwość udoskonalenia rozwiązań Google, druga – wprowadzenia na rynek zupełnie nowej jakości. Jak na razie tylko ta pierwsza (choć karkołomna) w kilku miejscach na świecie dała początek rentownym projektom. Druga natomiast jest matką projektów ciekawych, które rzeczywiście przecierają nowe szlaki. Wyszukiwarki semantyczne czy oparte na systemach sztucznej inteligencji to tylko wybrane przykłady. Można jednak zrobić rzecz o wiele prostszą i o wiele ciekawszą – posłuchać swoich użytkowników i zaufać ich intelektowi. Zrobili tak twórcy wyszukiwarki o wdzięcznej nazwie Blekko.
Blekko to zupełnie nowy projekt, testowany obecne przez 500 osób z całego świata. Na czym zasadza się jego innowacyjność? Jest to wyszukiwarka oferująca tak zwane „slashtagi” umożliwiające wertykalne przeszukiwanie sieci. Pomimo enigmatycznej nazwy, technologia jest bardzo prosta w użyciu. „Slashtagi” to specjalne słowa deklarowane w zapytaniu wpisywanym w oknie wyszukiwarki, które pozwalają odpowiednio dobierać i sortować wyniki wyszukiwania. Załóżmy, że interesują nas informacje na temat giełdy w Nowym Jorku, ale tylko te pochodzące ze źródeł o charakterze liberalnym. W wyszukiwarce Blekko wystarczy skonstruować zapytanie „NYSE /liberal”, aby uzyskać zamierzony efekt. Słowo „liberal” poprzedzone znakiem „/” to właśnie ów tajemniczy slashtag.
Slashtagi Blekko klasyfikują informacje dostępne w internecie na przeróżne sposoby – pod względem charakteru strony źródłowej, jej typu (np. fora, blogi, sklepy), nazwy (np. „/yahoo”), tematyki („/startrek”) czy daty publikacji („/date”). Pozwalają także na odfiltrowywanie informacji tylko z wybranych silników innych wyszukiwarek (np. slashtag „/bing” czy „/google”). Blekko oferuje w chwili obecnej 250 predefiniowanych slashtagów i pozwala na tworzenie własnych – według najśmielszych potrzeb użytkownika.
To jednak jeszcze nie wszystko. Twórcy projektu dali swoim przyszłym użytkownikom możliwość usuwania niepożądanych stron z wyników wyszukiwania. Kliknięcie na niewielki link „Spam” sprawia, że otagowana w ten sposób witryna nie zostanie już nigdy zaprezentowana osobie, która uznała ją za bezwartościową. Blekko pozwala także na przeglądanie danych związanych bezpośrednio z metodologią tworzonego indeksu stron. Użytkownicy Blekko będą mieli dostęp do rankingów witryn oraz statystyk opisujących każdą z nich. Wydawcy internetowi zyskają natomiast możliwość wglądu do informacji, na podstawie których Blekko szacuje popularność i relewantność ich witryn. Będą mogli między innymi monitorować odwołania do swoich projektów z innych stron, a uzyskane w ten sposób zestawienia publikować, na przykład w formie kanału RSS. Wygląda na to, że pozycjonowanie witryn w Blekko nie będzie miało charakteru „wiedzy tajemnej”.
I oto pojawia się najprostsze pytanie – czy Blekko odniesie sukces rynkowy? Nie ma wątpliwości, że projekt ten odpowiada na wiele potrzeb związanych z efektywnym przeszukiwaniem sieci, a proste założenia projektowe sprawiają, że szanse na jego szybki rozwój są relatywnie dość duże. Twórcy nowej wyszukiwarki znaleźli kompromis pomiędzy wyzwaniami przyszłości a możliwościami współczesnej techniki. Czy uda im się równie łatwo odnaleźć własne miejsce na wolnym rynku, gdzie będą musieli stawić czoła problemom o wiele bardziej skomplikowanym? Nam nie pozostaje nic innego, jak tylko życzyć szczęścia i determinacji. W końcu, w internecie nie ma rzeczy niemożliwych.
Zapraszam do zapoznania się z wynikami badania gemiusTraffic za tydzień 26.07.2010 — 01.08.2010.
Z pozdrowieniami,
Bartosz Wardziński
Statystyki
PDF
RSS