Bip! Jesteś w niebezpieczeństwie!
Drogi Czytelniku!
Czy zastanawiałeś się już nad zasadnością nazywania „komórek” telefonami? Wykonywanie połączeń głosowych jest przecież obecnie jedynie jedną z wielu oferowanych przez nie funkcjonalności. Co ważniejsze – zdaje się, że coraz mniej istotną. Przyrostek „phone” w nazwach takich jak iPhone czy smartphone ma szansę w niedalekiej przyszłości stać się jedynie pewnym archaizmem językowym. Postępująca miniaturyzacja procesorów i nośników pamięci oraz rozwój oprogramowania sprawiają, że urządzenia mobilne (w tym także nowoczesne telefony) z każdym tygodniem poszerzają swoje możliwości. Wiedzą o tym producenci, którzy starają się dostosowywać swoje urządzenia do bieżących potrzeb i kaprysów klientów. Wiedzą o tym także rządy i armie wielu państw, które widzą w nich ogromny potencjał mogący służyć bezpieczeństwu publicznemu. Czy tylko?
W Stanach Zjednoczonych do życia powołana została specjalna grupa inżynierów i naukowców, którzy w ramach projektu Cell-All, prowadzonego przez Wydział Nauki i Technologii Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego USA, pracują nad systemem dedykowanym właśnie urządzeniom mobilnym. W centrum ich zainteresowania znalazły się głównie nowoczesne telefony komórkowe. Skąd zainteresowanie Departamentu urządzeniami cieszącymi się popularnością wśród nastolatków, biznesmenów czy gwiazd? Agencja ma za zadanie stworzenie technologii umożliwiającej wyposażanie ich w chipy diagnostyczne, które będą w stanie wykrywać skażenia powietrza, obecność niebezpiecznych substancji, a nawet informować o katastrofach żywiołowych, wypadkach i atakach terrorystycznych. Pomysł genialny, jednak od samego początku wzbudził wiele kontrowersji. Istota działania systemu tworzonego przez agencję wiąże się bowiem z budową scentralizowanej sieci monitorującej jednocześnie miliony tego typu urządzeń. Problem jest zatem aż nadto oczywisty – wielu Amerykanów nie wierzy w uczciwe zamiary swego rządu…
Pytanie o to czy prace nad siecią „kieszonkowych detektorów” są szlachetną próbą stworzenia nowoczesnego systemu wczesnego ostrzegania czy wyrafinowanym sposobem inwigilacji obywateli pozostaje otwarte. Należy pamiętać bowiem, że gromadzenie, przetwarzanie i przesyłanie informacji z telefonów komórkowych do scentralizowanych baz danych nie jest przecież praktyką nową. Wyzbywszy się zatem uprzedzeń i myśli przesączonych teoriami spiskowymi zastanówmy się nad korzyściami płynącymi ze wspomnianego rozwiązania. Warto o tym pomyśleć już dziś, bowiem po udanej premierze w Stanach Zjednoczonych podobne systemy z pewnością będą wdrażane także na Starym Kontynencie.
Idea komórki (czy też obecnie – mikrokomputera z funkcją telefonu) gromadzącej informacje o składzie powietrza, jego temperaturze, występowaniu wirusów i skażeń bakteryjnych, niebezpiecznych chemikaliów i materiałów radioaktywnych czy trzęsień ziemi od wielu lat zaprząta myśli inżynierów. Podobnie, pomysły budowy sieci aktywnych urządzeń monitorujących nasze otoczenie pojawiały się już wielokrotnie w historii telefonii mobilnej. Tego typu przedsięwzięcia są jednak bardzo drogie i wiążą się z ogromem problemów natury legislacyjnej i technologicznej. Rząd Stanów Zjednoczonych kusi producentów ulgami podatkowymi i dąży do obniżenia ceny instalacji chipów diagnostycznych do poziomu jednego dolara. A jak możemy skorzystać na tym my wszyscy? Wystarczy pomyśleć o ilu przypadkach zaczadzenia, zatrucia czy masowego wzrostu zachorowań na grypę moglibyśmy wiedzieć na tyle szybko, by móc skutecznie z nimi walczyć. Wystarczy pomyśleć także o tym, jak szybko służby publiczne korzystające z takiej technologii mogłyby podejmować decyzje o konieczności przeprowadzenia ewakuacji oraz jak szybko takie informacje docierałyby w sytuacji kryzysowej do tysięcy czy milionów osób.
Wielu sceptyków obawia się jednak, że telefon komórkowy, dotychczas postrzegany jako rekwizyt ludzi wolnych, może bardzo szybko stać się skutecznym narzędziem powszechnej kontroli. Obawy te nie są bezzasadne, jednak warto pamiętać, że rozwój technologii to nieustanny dialog. W czasach, kiedy telefony komórkowe były ogromne i ciężkie, wiele osób uznawało blokady SIM-lock za godzące w wolność konsumencką i niemożliwe do usunięcia. Historia pokazała jednak, że rynek potrafi regulować się samodzielnie. Owo nawiązanie powinno uspokoić tych z Was, którzy rządowe chipy diagnostyczne postrzegają przez pryzmat nadchodzącej „teleapokalipsy”.
Zapraszam do zapoznania się z wynikami badania gemiusTraffic za tydzień 12.04.2010 — 18.04.2010.
Z pozdrowieniami,
Bartosz Wardziński
Statystyki