Internauci kontra zmiany w prawie telekomunikacyjnym
Drogi Czytelniku!
W zeszłym tygodniu omawialiśmy zmiany, jakie na rynku wyszukiwarek może przynieść w bieżącym roku szybko rosnąca popularność produktu Microsoftu, Bing. Przyglądaliśmy się zatem globalnemu rynkowi internetowemu. Dla odmiany, w tym tygodniu, zajmiemy się kwestiami lokalnymi, czyli związanymi z polskim internetem.
Jedną ze spraw, które w ostatnich miesiącach najmocniej rozpalają serca i umysły polskich internatów, jest kwestia prac nad art. 179a Prawa Telekomunikacyjnego. Mocą tego właśnie artykułu ma zostać utworzony Rejestr Stron i Usług Niedozwolonych, administrowany przez Urząd Komunikacji Elektronicznej. Choć pod koniec ubiegłego tygodnia uzyskał on akceptację Rady Ministrów, to jednak bardzo daleko mu do uzyskania przychylności polskich internautów. Również i niektóre organizacje branżowe (np. Związek Pracodawców Branży Internetowej IAB Polska) wyrażają swoje wątpliwości w stosunku do proponowanych przez rząd rozwiązań. A fundamentem tej niezgody jest obawa o osławioną wolność i niezależność internetu.
Stanowisko twórców projektu głosi, iż będzie to doskonała broń przeciwko obecności w internecie takich niedozwolonych treści jak np. pornografia dziecięca czy treści umożliwiające uzyskanie informacji mogących służyć do dokonania operacji finansowych bez zgody dysponenta środków finansowych itp. Wprowadzenie do tego Rejestru strony na której publikowane są takie niepożądane treści odbywałoby się po decyzji Sądu - ta podejmowana byłaby na wniosek Policji, Służby Celnej lub innego z uprawnionych do tego podmiotów. W ciągu sześciu godzin od tej decyzji provider internetu byłby zobowiązany do zablokowania danej strony. Czyli z punktu widzenia „przeciętnego zjadacza chleba” szybka akcja i same korzyści. Czy aby na pewno? Otóż nie do końca, i na to właśnie zwracają uwagę internauci oprotestowujący ten projekt.
„Nie chcemy drugich Chin!” – to jedno z haseł użytkowników sieci, dla których od wejścia w życie projektu jest już tylko krok do wprowadzenia cenzury. Nie negują oni szczytnych celów pomysłodawców projektu, ale jednocześnie obawiają się, że instytucje stworzone dla ochrony staną się narzędziem usuwającym dostęp do wszelkich stron zawierających nieprawomyślne dla blokujących treści. Jednocześnie zwracają uwagę na fakt, iż ta nowa broń w walce z niepożądanymi treściami może niestety mieć obosieczne ostrze – na przykład, możliwość „wycieku” rejestru zablokowanych stron zawierających pornografię dziecięcą może być gratką dla pedofilów. Ponadto podkreślają, że zapisy, które mają być wprowadzone, otwierają drogę do wielu nadużyć, a także wskazują na fakt znacznych kosztów, jakie mogą ponieść providerzy.
Internauci organizują protesty w Warszawie, założyli specjalny profil na Facebooku, a w planach mają przesłanie apelu o pomoc w sprawie do prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Jak skończy się ten pojedynek rząd-internauci? Jak na razie sprawa pozostaje nierozstrzygnięta.
Zapraszam do zapoznania się z wynikami badania gemiusTraffic za tydzień 18.01-24.01.2010.
Z pozdrowieniami,
Grażyna Jakubowska
Statystyki